W swoich litografiach Aleksandra Rosochacka snuje „ludzką” opowieść o zwierzętach, portretuje je, a nawet personifikuje, jednocześnie wcielając w alegoryczne role. Oczywistość przekazu jest jednak pozorna, to raczej przypowieść filozoficzna, do której artystka daje nam klucz w postaci cytatu z Fryderyka Nietzschego „(…) Popatrz na stado, które pasie się opodal: nie zna ono wczoraj ani dzisiaj, hasa, żre, odpoczywa, trawi, znowu hasa, i tak od rana do nocy i dzień po dniu, z zachciankami i niechęciami krótko uwiązanymi u kołka chwili, i dlatego wolne od melancholii i znużenia. Człowiekowi ciężko na to patrzeć, gdyż pyszni się przed zwierzętami swym człowieczeństwem, a zarazem zazdrości im szczęścia - jedynym jego pragnieniem bowiem jest na wzór zwierzęcia nie zaznawać przesytu ani cierpień, a przecież daremne to pragnienie, bo zarazem człowiek nie chce być jak zwierzę. Zwraca się do zwierzęcia z pytaniem: Dlaczego nie mówisz mi o swym szczęściu i tylko na mnie patrzysz? Zwierze chciałoby odpowiedzieć i rzec: Bierze się to stąd, że zawsze zapominam, co chcę powiedzieć - ale tymczasem zapomniało już odpowiedzi i milczy, a człowiek się dziwi. (…)” (fragm. O pożytkach i szkodliwości historii dla życia).
Stado Rosochackiej jest tylko na pokaz. To przewrotna i utopijna wizja świata - ludzi i zwierząt żyjących razem, ale równocześnie moralna rozprawa nad rzeczywistością, w której mocno ugruntowane jest tropienie i pokazywanie palcem wszelkich anomii i odstępstw. Współczesne ludzkie stado jawi się artystce, jako „salonowa”, zwierzęca menażeria. Jej obyczajowy moralitet jest uszczypliwy, ale rysowany lekką ręką, bez goryczy i z przymrużeniem oka. Rosochacka do analizy problemu podchodzi pozytywnie i z dystansem, korzystając ze swojego rodzinnego doświadczenia, życia pośród ludzi i zwierząt.